plan teledysku_fot. www.tomaszzybert.pl

Finalista X Factor, który pomimo osiągniętego sukcesu, nie osiadł na laurach i nie czeka na to, co los mu przyniesie. 18 października, fani Filipa będą mogli obejrzeć pierwszy klip do piosenki "Twoje życie", którą już teraz można posłuchać na www.eska.pl. Historia Filipa Mettlera, to doskonały przykład na to, że mając marzenia, nie należy bać się ich realizacji.

 

- W wieku 8 lat rozpocząłeś swoją przygodę z muzyką. Uczęszczałeś do Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Jarocinie, jednak na tym nie poprzestałeś. Zdecydowałeś się na kontynuację nauki gry na skrzypcach w szkole II stopnia. Powszechnie uważa się, że początki są trudne. Jak wspominasz swoje? Wszystko szło po Twojej myśli czy bywało tak, że miałeś pod górkę?


- Z tego co pamiętam, większych trudności nie miałem. Pójście do szkoły muzycznej to był mój pomysł, więc gra na skrzypcach czy mobilizacja do ćwiczeń nie sprawiały mi problemów. Rodzice stanowczo się przeciwstawiali. Moja
mama wiedziała, że miałem zawsze słomiany zapał i wszystko do czego się zabierałem, po pewnym czasie przestawało mi się podobać. Z tego też powodu, naukę rozpocząłem w wieku 8 lat, a nie 7, kiedy to powinien mieć miejsce mój start w szkole muzycznej. Po jakimś czasie nie chciało mi się ćwiczyć, ponieważ skrzypce to instrument, na którym nauka gry wymaga ogromnego nakładu pracy. Mimo to, udało mi się pokonać tą trudność i dzięki temu skończyłem obydwie szkoły.


- Skąd wybór skrzypiec? Dlaczego nie zdecydowałeś się np. na naukę gry na gitarze, która jest bliższa gatunkowi muzyki, który wykonujesz?


- To było dokładnie tak: moja mama zadzwoniła do sekretariatu szkoły muzycznej i zapytała się o instrumenty, na których można uczyć się grać. Pierwsze co Pani wymieniła to fortepian. Ja uradowany, stojąc wtedy obok swojej mamy, krzyknąłem „Tak tak!”, bo fortepian bardzo mi się podobał. Jednak moja mama powiedziała, żebym od razu wybił to sobie z głowy, ponieważ ona fortepianu mi na pewno nie kupi. Wiedziała, znając życie, że po roku może mi się znudzić, a to jest zbyt duży wydatek, żeby od tak po pewnym czasie zrezygnować. Pani z sekretariatu zapytała się o inne instrumenty, jakie jeszcze znam. Gitara nie była mi obca, ale byłem wtedy jeszcze za mały, by się podjąć nauki gry na niej. Dzięki Bogu, znałem jeszcze skrzypce i dlatego przez czysty przypadek na nich zacząłem grać. Cała ta sytuacja z wyborem instrumentu miała miejsce rok przed moim startem w szkole. Mama ostatecznie stwierdziła, że to zły pomysł. Dopiero rok później, będąc na zakupach i przechodząc przypadkowo obok szkoły muzycznej, w której w tym czasie trwały egzaminy wstępne, mama zapytała się mnie czy chciałbym wejść. Bez najmniejszego zastanowienia odpowiedziałem, że pewnie i tak jakoś się złożyło, że byłem pierwszy na liście przyjętych (śmiech).


- Co skłoniło Cię do udziału w X Factor?  


- Dążenie do marzeń. Od kiedy miałem styczność z muzyką, chciałem śpiewać. Mam Talent to było jedyne talent-show, które czasami oglądałem. Podobały mi się emocje, które towarzyszyły uczestnikom i sam będąc  akurat w Warszawie podczas castingów do X Factor, na jeden z nich trafiłem. Moja koleżanka, do której wtedy przyjechałem, zapytała się mnie czy idę na casting. Odpowiedziałem, że nie, a ona do mnie wprost powiedziała: „I tak nie mam dzisiaj dla Ciebie czasu, idź na casting”.


- W X Factorze zostałeś przydzielony do grupy Kuby Wojewódzkiego, którego obecnie uważa się za największego cynika. Jak wyglądała Wasza współpraca?  


- Kuba był niezwykle pomocny i ciepły. To, o czym przed chwilą wspomniałaś było niezauważalne, a wręcz przeciwnie – był on dobrym tatą, który ciągle nas wspierał. Wiedziałem, że jest bardzo inteligentny, ale uwierz, to, co widzi się w telewizji to 1/100 tego, jaki jest naprawdę. Szczerze mówiąc, czułem się czasami przy nim jak małe dziecko.


- Co czułeś podczas jednego ze swoich występów, gdy dostałeś owacje na stojąco od Tatiany Okupnik?


- Nie pamiętam tego występu. Moi przyjaciele mi potem o nim opowiadali, a ja sam wszystko widziałem przez mgłę. Poczułem, że moje marzenie się spełnia, tu i teraz. Towarzyszyły mi wtedy niesamowite emocje. Tremy nie miałem, jedyne, co wtedy odczuwałem, to pozytywne podniecenie, że robię w końcu to, co chciałem. Siedząc na kanapie i oglądając występy innych, nagle znalazłem się pośród nich.


- W wieku 20 lat możesz śmiało powiedzieć, że muzyka to to, z czym chcesz wiązać dalsze życie?


- Tak, wiem to już od 8. roku życia (śmiech). Wiadomo, dzieci wtedy mówią, co mówią. Pamiętam, że w przedszkolu chciałem być chirurgiem, ale od chwili, gdy rozpocząłem naukę w szkole muzycznej, nic innego nie przychodziło mi do głowy. Zawsze chciałem być muzykiem. Był taki okres, że myślałem też o aktorstwie. Grałem w teatrze kilka lat, ale przerwałem to przez X Factor, ponieważ brakowało mi czasu, żeby wszystko ze sobą pogodzić. Jedyne co wiem, to to, że nieważne co będę robić, musi to być związane ze sceną, bo inaczej nie będę spełniony.


- Miewałeś chwile zwątpienia, kiedy chciałeś skupić się na czymś innym niż na muzyce?


- Na pewno nie było tak, że pragnąłem zająć się czymś innym. Jak zasypiałem, wyobrażałem sobie siebie na scenie. Zdawałem sobie sprawę z tego, że jest to nie do osiągnięcia, ponieważ jest bardzo dużo osób takich jak ja, które chciałyby śpiewać i również gdzieś zaistnieć. Powstało w tym czasie tyle programów, a ludzie z
marzeniami i ambicjami w coraz większej ilości pojawiali się na castingach. Przez to czułem się zrezygnowany i myślałem, że nie mam w sobie aż takiej siły przebicia. Jednak nigdy o moich wątpliwościach nikomu nie mówiłem. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że jestem dzieckiem szczęścia, któremu spełniają się marzenia i na nic nie może narzekać. Może niektórym Polakom się to nie spodoba, ale naprawdę jestem szczęśliwy (śmiech).


- Koncertujesz coraz więcej, z każdym dniem stajesz się jeszcze bardziej rozpoznawalny, a oprócz rozwijania swojej muzycznej pasji, studiujesz. Jak godzisz ze sobą wszystkie zajęcia?


- Może zacznę od studiów. Będąc na pierwszym roku, zmuszony byłem do nieobecności podczas pierwszego semestru. Zajęcia mieliśmy codziennie od 8 do 17.00, także same studia dawały mi w kość, a potem do tego doszedł X Factor. Nie mogę powiedzieć, że olałem studia, bo tak nie było. Musiałem odpuścić sobie niektóre rzeczy, ale wszystko udało mi się pozaliczać dzięki wykładowcom, którzy mi pomagali. Nie mówili abym decydował się na jedno, ale wspierali mnie w tym, co robiłem. Jedna pani od fonetyki ćwiczyła ze mną Hometown Glory, żebym mógł zaśpiewać to w cockney, czyli tak jak Adele. Stąd  też później pojawiły się komentarze, że nie umiem angielskiego, ponieważ nie było to zaśpiewane w języku Kowalskiego, ale na wzór angielskiego z naleciałościami.


- Kuba Wojewódzki pisząc na swoim facebookowym fanpage'u o tym, że Twoje nazwisko stanie się coraz częściej wymawiane, miał absolutną rację.


- Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo się wtedy zestresowałem! Ten komentarz pojawił się w dniu emisji mojego odcinka. Nagle patrzę, a ktoś podrzucił mi printscreena fanpage'a Kuby, na którym pojawiła się jego wypowiedź, żeby oglądać dziś program o 20 i aby zapamiętać nazwisko Mettler. Jak mi to od razu postawiło wysoko poprzeczkę! Dodatkowo zrobiła to osoba, którą widziałem z odległości kilku metrów i to tylko jeden raz na żywo. Tego dnia czekałem tylko na emisję. Pech tak chciał, że miałem wtedy swój ostatni spektakl w teatrze. Nie obchodziło mnie to przedstawienie, mówiłem, co mówiłem i szczerze mogę powiedzieć, że to była moja najgorsza gra aktorska na deskach teatru.


- Jak radzisz sobie z wciąż rosnącą popularnością? Będąc mężczyzną o nienagannym wyglądzie z pewnością dostajesz setki wiadomości od dziewczyn, które proszą o Twój numer telefonu.  


- Jest to bardzo miłe i zarazem potrzebne. Gdyby nie publiczność, która mnie słucha i przychodzi często tłumnie na koncerty, nie miałbym dla kogo śpiewać. Lubię popularność. Myślę, że każdy, kto istnieje w tym świecie musi ją lubić. Niektórzy mówią, że nie o to chodzi. Mają rację, ale niech nie mówią, że jej nie znoszą, bo to jest po prostu niemożliwe.


- Jakie są Twoje dalsze plany? Przyszłość muzyczną traktujesz spontanicznie czy stawiasz sobie konkretne cele?


- Nie jestem spontanicznym człowiekiem. Wszystko staram się mieć poukładane. Mam cele, do których dążę. Przez całe życie tak miałem. Koncertuję, nagrywam, staram się robić to najlepiej, więc nie ma tu żadnego miejsca na spontan. Z muzyką wiążę dalsze życie, więc to, co robię, traktuję naprawdę poważnie.


- Skąd czerpiesz motywację?


-  Skąd czerpię motywację? Z marzeń. Bardzo ważne jest to, żeby trafić na dobrych ludzi, którzy odpowiedzialnie pokierują Tobą, nie zważając przy tym tylko na korzyści dla siebie. Jestem przekonany, że moja menadżerka Monika chce dla mnie jak najlepiej. Muszę powiedzieć, że na ogół menadżerowie to hieny, którzy chcą cię ograbić z talentu i pieniędzy. Ja trafiłem na takich, którzy chcą mi pomóc. Mamy wspólny plan i go powoli realizujemy.


- Pojawiając się na scenie, słysząc oklaski zachwyconej publiczności, masz nadzieję, że Twoja kariera osiągnie rozmiar karier największych gwiazd, w tym Twoich inspiracji, np. Adele, Beyonce?


- Chciałbym, ale w Polsce jest to niemożliwe.


- Scena za granicą też istnieje.


- Zgadza się, ale w moich marzeniach zawsze był realizm. Myślę, że jeśli kiedykolwiek udałoby mi się nagrać choćby jedną taką piosenkę jak Thank you very much, autorstwa Margaret, którą zna cała Europa i zrobić karierę typu worldwide to nie mam pojęcia, co wtedy bym uczynił z wdzięczności. Mimo wszystko myślę trzeźwo i proszę Pana Boga, żebym zrobił karierę tutaj i to mi w zupełności wystarczy. Chociaż nie mogę powiedzieć czy by mi wtedy nie odbiło i nie chciałbym więcej (śmiech). Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia.


- Masz doskonałe predyspozycje, aby móc osiągnąć znacznie więcej.


- I tak myślę pozytywnie. Oprócz X Factor są również inne programy, takie jak np. Must Be The Music, The Voice of Poland, gdzie formuje się masę nowych talentów.  Trafiają tam ludzie tacy sami jak ja, niczym nie różniący się,
z podobnymi szansami na sukces. Zobacz tylko ilu finalistów, czyli ludzi, którzy czymś ujęli publiczność, wyłania się podczas jednego sezonu. Zauważ przy tym, że jeden sezon trwa przez wiosnę, a następny zaczyna się już jesienią. My już jesteśmy historią, o nas się zapomina, przychodzą nowi, którzy pragną się wybić. Dlatego uważam, że należy na trzeźwo do wszystkiego podchodzić i wykorzystać swoje 5 minut, chociaż nawet tyle czasu nie mamy. 5 minut mają osoby, które wydały album, a ja mam dosłownie 30 sekund.  To czas dla ludzi z programów, aby zaistnieć i się pokazać. Kiedyś było więcej czasu na to, aby zachwycić sobą publiczność, ponieważ był Idol, który był jedynym takim programem w Polsce, teraz nie ma takiej możliwości.


- Nie sposób się z tym nie zgodzić. Jak wspominasz swój koncert w Jarocinie?


- Ojejku. To było coś niezwykłego! Szczególnie, gdy śpiewałem piosenkę Hometown Glory, którą wykonałem w pierwszym odcinku, wyobrażając sobie jakby to było cudownie móc zaśpiewać ją na rynku w Jarocinie. Znowu kolejne marzenie się spełniło – zaśpiewałem Hometown Glory w sercu mojego miasta. Mówiłem „you are the wonders of my world” (wy jesteście cudami mojego świata) do ludzi, do których ta piosenka była faktycznie adresowana. Podczas koncertu, atmosfera była cudowna! Mimo, że padał deszcz, ja tego nie odczuwałem. Nawet grad nie miałby dla mnie najmniejszego znaczenia. Publiczność mokła, a mimo tego stali, słuchali mnie i śpiewali razem ze mną. Nie chcę tego powiedzieć, bo na każdym koncercie jest cudownie, ale ten był dosłownie przecudowny...


- Przed koncertem nie czułeś strachu, że to będzie jeden z tych najtrudniejszych?


- Tak, i dokładnie taki był, bo inaczej mnie tutaj oceniają ludzie. Wiesz, najlepiej ocenia się tych, o których najwięcej się wie, na zasadzie „pokaż, co potrafisz”. Czują, że ich reprezentuję. To, że już nie mieszkam w Jarocinie, nie znaczy, że z tym miastem w żaden sposób się nie utożsamiam. To jest oczywiste, że zostanie ono na zawsze w moim sercu! Nie urodziłem się w Jarocinie, ale mieszkałem tam do 13. roku życia i mimo wszystko nadal mieszka tam moja najbliższa rodzina, a także przyjaciele. Poza tym władze Jarocina, na czele z Panem Burmistrzem są mi bardzo przychylne i wspierają jak tylko mogą! Moim domem jest teraz Poznań, ale ten dom rodzinny, najważniejszy jest w Jarocinie. Część ludzi się zna, niektórych kojarzy i wstyd byłby ogromny, gdybym ten koncert schrzanił (śmiech).


- Rodzice muszą być z Ciebie bardzo dumni.


- Mam wspaniałych rodziców, którzy mnie wspierali, choćby przy wyprowadzce do Poznania w tak młodym wieku. Wszystko wiązało się z finansami, a to nie były niestety małe pieniądze. Zawsze pozwalali mi być otwartym na świat i spełniać marzenia. Mama pewnie chciałaby, żebym był prawnikiem i dobrze zarabiał, ale pozwala mi robić to, co kocham.


- Wyobraź sobie siebie za 10 lat. Jak chciałbyś, żeby wyglądało wtedy Twoje życie?


- Hmm, będę miał wtedy 30 lat.. Nie wiem, pewnie kupię sobie balkonik (śmiech). Chciałbym spojrzeć wstecz i powiedzieć, że X Factor ogromnie mi pomógł. Dodatkowo pragnę być wokalistą, który ma na koncie 3 płyty, z których każda pokryła się platyną (śmiech).


- Zgaduję, że do tego kompletu dorzuciłbyś milion fanek.


- I fanów. A także żeby być nadal szczęśliwym.  
    

rozmawiała: Małgorzata Kuca

 

Galeria z koncertu