O początkach i recepcie na szczęście z Piotrem Jaworskim – wokalistą cieszanowskiej Niagary

Witek "Krogo" & Piotr "BoleoMan" (NIAGARA) foto: Robert Kryla

  założyciel Niagary, zespołu który funkcjonuje od 2008 roku, obecnie liczący 9 członków. Niagara ma na swoim koncie już jedną nagraną płytę, liczba fanów nieustannie się powiększa a dodatkowo mają jedno główne działanie. Kto raz usłyszy ich muzykę, na pewno przy nich zostanie.

 

- W jednej ze swoich piosenek śpiewasz: „ta przygoda rozpoczęła się już dawno, tak dużo epizodów muzycznych za mną, bo mam brata i siostrę starszą, co grali muzykę a mi się to podobało”. Z tych kilku wersów jasno wynika, że rodzeństwo miało główny wpływ na to, co dziś tworzysz. W jakich okolicznościach narodziła się w Tobie miłość do reggae?


- Zgadza się, muzyka pochłonęła mnie już jako małego chłopca i to dzięki starszemu rodzeństwu, bowiem słuchali oni muzyki, która bardzo trafiała w moje gusta i wyobraźnię muzyczną. Dla moich rówieśników (mieliśmy po 7-8 lat) rzeczy, których słuchałem były dziwne i obce. Większość tych płyt (wtedy kaset) słucham do dziś. Dużą inspiracją dla mnie był mój starszy brat, który był wokalistą zespołu metalowego Mortuum. Bardzo mnie fascynowała ta cała zabawa w zespół i muzykowanie.


- Jest 2008 rok. Powstaje Niagara, która rozpoczyna grać muzykę reggae. Zakładając własny zespół chciałeś bardziej podążać ścieżką wytyczoną przez starszego brata, czy był to jeden z Twoich życiowych celów?


- Jak byłem małym chłopcem było to moje ogromne marzenie. Patrząc z wielką fascynacją na brata i starszych kolegów, tworzących wtedy obszerną, muzyczną scenę lubaczowską, która w latach 90. była rozbudowana poprzez muzykę reggae, ska, punk czy metal, chciałem również w tym kierunku podążać. Mój pierwszy usłyszany zespół reggae, który tak naprawdę zaczął historię, nie pochodził z Jamajki, a z Lubaczowa i nazywał się „Psychopatra”. Dziś mogę powiedzieć, że marzenie się spełniło. Mam swój zespół, nie pierwszy, ale jak dotąd najbardziej dojrzały muzycznie. Wielką przyjemność sprawia nam tworzenie i granie muzyki, a jeszcze większa frajda jest, gdy ktoś chce cię słuchać. Dlatego nie przestajemy i w miarę możliwości i czasu staramy się dalej koncertować i trzymać się w razem, a na chwilę obecną jest nas aż dziewięcioro.


- Skąd pomysł na nazwę zespołu?


- Hmm.. nazwa wyszła spontanicznie przy piwie, jak to większość dobrych pomysłów (śmiech). Najpierw była nazwa Magara, ale jak się później okazało, nie byliśmy pierwsi. Swoją kapelę nazwał tak  znany wokalista Pablopavo, więc Witek wpadł na nowy pomysł. Jeśli nie Magara to czemu nie Niagara? Niagara bardzo szybko się przyjęła i jak widać, funkcjonuje do dziś.


- Wspomniałeś wcześniej, że wasz zespół tworzy dziewięciu członków, zatem jakie instrumenty możemy usłyszeć, będąc na waszym koncercie?


- Gramy teraz ze składem rozbudowanym o sekcję dętą, do której dołączył nasz kolega Sebastian Kukiełka z Lubaczowa i Wojtek Świzdor. Gitara solowa, gitara rytmiczna, gitara basowa, perkusja, instrumenty klawiszowe, klarnet, saksofon to instrumenty, które do tej pory nam towarzyszą.


- Muzyka reggae słynie z głębokiego przekazu. Skąd czerpiesz inspirację do tworzenia tekstów?


- Teksty są częścią mojego spojrzenia na świat, to również garść idei i poglądów na sprawy, które otaczają nas dookoła. Pogląd na wiele spraw z biegiem czasu się zmienia, teksty pochodzą z dość dawnych, zbuntowanych czasów, ale wartości, które chce się przemycić, nie zmieniają się.


- W 2011 roku wydaliście pierwszą płytę. Czy fani waszej muzyki mogą liczyć na następne?


- Bardzo chcielibyśmy. Od 2011 roku nasze drogi trochę się rozeszły, mieszkamy w innych miastach, mamy własne obowiązki i bardzo rzadko znajdujemy czas i możliwość, aby się spotkać i pracować nad nowym materiałem. Mimo to, mam nadzieję, że pojawią się jeszcze pomysły i uda nam się nagrać kolejną płytę.


- Obowiązki i brak czasu, aby wspólnie tworzyć coś nowego. A Ty, jako autor tekstów, masz takie chwile w zaciszu domowym, podczas których bierzesz kartkę papieru i znów zaczynasz pisać?


- Niestety nie. Muzyka jak była, tak i jest nadal moją pasją, którą pragnę rozwijać w miarę możliwości. Oczywiste jest to, że chciałbym poświęcać jej więcej czasu, ale obowiązki zawodowe mi na to nie pozwalają. Człowiek dorasta i co innego staje się dla niego ważne – zmieniają się jego priorytety.


- Z Niagarą grywacie w klubach, ale i nie tylko. Pojawiliście się m.in. na dużej scenie podczas Cieszanów Rock Festiwal, a także na krakowskich juwenaliach AGH. Jakie są wasze dalsze plany?


- Dalsze plany? Takie same. Wciąż chcemy koncertować, niezależnie od tego czy w małych klubach, czy na scenach plenerowych.


- Wsłuchując się w tekst piosenki pt. „Szansa na poprawę”, wszystko wydaje się być prostym, jeśli będzie podążać się właściwą ścieżką i kierować odpowiednimi zasadami. Myślisz, że bycie szczęśliwym jest równie łatwe?


- Nie jest łatwe. Szczęścia nigdzie nie można kupić ani znaleźć. Zależy ono od tego, jaką tolerancję mamy dla siebie, a także od naszego podejścia do ludzi i świata.


- Wojna w Syrii, strzelanina w Waszyngtonie, Katarzyna W. zabija dziecko opuszczając je na próg, bezrobocie wciąż wzrasta. Ludziom coraz trudniej patrzeć jest na świat optymistycznie. Masz własny przepis na szczęście?


- Jeśli byłby ktoś w stanie przepisać taką receptę, aby móc zapobiec temu wszystkiemu, o czym wcześniej wspomniałaś to myślę, że byłaby ona najlepsza, jaką by do tej pory stworzono. Świat byłby uleczony i zdrowy, ale niestety, nie jest on taki, jaki chcielibyśmy. Sami widzimy co się dzieje. Ludzie przesiąknięci są nienawiścią, nie liczą się z życiem innych, walczą o trony, władzę, pieniądze i myślę, że głównie z tych powodów jest jak jest. Człowiek nie żyje dniem dzisiejszym, nie myśli o tym co jest wartościowe i jak żyć, aby być szczęśliwym.


- A Ty? Jesteś szczęśliwy?


- Tak. Nie tak dawno poślubiłem moją żonę Michalinę i mogę śmiało powiedzieć, że jestem najszczęśliwszym facetem na świecie.

 

rozmawiała: Małgorzata Kuca